oraz inne związane z tym tematem głupoty

piątek, 11 maja 2012

Prosto z Kina: The Avengers

No i stało się - Avengersi wylądowali na dużym ekranie. Bilet do mojego ulubionego kina kupiłam już w środę, bojąc się, że dziś, na seansie odbywającym się w godzinach szczytu zjawi się tłum ludzi. I mocno się zdziwiłam, bo sala była prawie pusta. Ale to dobrze, bo z tego, co udało mi się usłyszeć - na film przyszli głównie prawdziwi fani Tony'ego Starka, Kapitana Ameryki, Hulka, Thora i Lokiego. Poza tym nie lubię gdy jest tłok, więc mi osobiście taka niska frekwencja bardzo odpowiadała. Obstawiam jednak, że jutro kina powinny być już pełne.

Dzisiejszy wpis będzie bez spoilerów, gdyż nie chcę wam popsuć zabawy, jeśli wybieracie się do kina. Aha, jeszcze jedno - jest godzina 21:43, ciekawe czy zdążę spisać wszystko przed północą. Czas start!



Zacznę dość nietypowo, bo od zwiastunów filmu. Te należy pochwalić, ponieważ naprawdę mocno zachęcały do pójścia do kina, ale - jak miałam okazję się przekonać - nie zdradziły wielu elementów fabuły, najlepszych scen i najfajniejszych gagów. Coś takiego naprawdę zasługuje na pochwałę.


Być może zapytacie - czy przed pójściem na Avengersów warto obejrzeć wszystkie poprzednie filmy z tej serii? Moim zdaniem tak, gdyż twórcy tej produkcji nie tracą czasu na dokładne tłumaczenie „kto jest kim”. Wydaje mi się więc, że osoby niezorientowane w temacie mogą czuć się nieco zagubione.

Oczywiście najwięcej fajnych tekstów zgarnął Stark, ale inni nie byli pod tym względem dużo gorsi. W Hulka wcielił się nowy aktor, ale facet spisał się naprawdę nieźle. Sama postać zielonego stwora też bardzo mi się tutaj podobała, bo choć koleś rozpieprzał wszystko, co spotkał na swojej drodze, to jednak robił to z pewnego rodzaju klasą i poczuciem humoru. Bardzo polubiłam też Czarną Wdowę - w Iron Manie 2 postać ta niezbyt przykuła moją uwagę, ale tutaj - babka była po prostu genialnie. Loki także wypadł lepiej, niż poprzednio - jego postać, choć przebiegła, momentami prezentowała się nieudolnie i śmiesznie. Jako zwykły bohater Loki byłby może niezbyt interesujący, ale w roli czarnego charakteru - wypadł dobrze, właśnie ze względu na to, że nie był typowym przedstawicielem ciemnej strony mocy.

Denerwował mnie Kapitan Ameryka i jego harcerzykowatość, która tutaj była moim zdaniem dużo większa, niż w filmie poświęconej jego osobie. Rozczarowałam się też postacią Hawkeye'a - liczyłam, że nieco lepiej poznam tego bohatera, a tymczasem jego rola ograniczyła się do biegania i strzelania z łuku. Podobny zawód czekał mnie w przypadku Nicka Fury'ego. Przy czym zaniedbanie dotyczące tej postaci jestem w stanie zrozumieć, w końcu za rok powstanie film, w którym facet będzie głównym bohaterem. Domyślam się więc, że najciekawszych rzeczy na jego temat dowiemy się właśnie wtedy. No i był jeszcze Thor, którego zadanie w tym filmie polegało chyba na tym samym, co w poprzednim - koleś bosko wyglądał. I tyle.

Osobny akapit należy się agentowi Coulsonowi. Przepraszam, agentowi Paulowi Coulsonowi. Mimo, iż to drugoplanowy bohater - przykuł on moją uwagę od samego początku, czyli od Iron Mana. Niczym kierowca buldożera - spokojnie i z lekkim uśmiechem na twarzy zawsze osiągał zamierzony cel, bez względu na przeszkody. Przeczuwałam jednak, że facet posiada też drugą, bardziej nieoficjalną stronę. I miałam rację - przy czym to, czym agent Coulson zajmuje się po godzinach, było dla mnie totalnym zaskoczeniem.


Jak na superbohaterów przystało - filmowe postaci są niezniszczalne. Zawsze w ostatniej chwili unikają ciosu lub uciekają z miejsca, które właśnie ma wybuchnąć. Są kuloodporni i niewrażliwi na grawitację. Niestraszne im ani wirniki samolotów, ani nawet - próżnia kosmosu. W innym filmie mogłabym się tego czepiać, że to niemożliwe i naciągane. Ale to są Avengersi, więc prawa fizyki nie mają do nich zastosowania. I koniec gadania.


Przejdźmy jeszcze do fabuły. Od pierwszej sceny jest dynamicznie. Od drugiej - wesoło. I tak prawie do samego końca. Były może ze dwa przegadane momenty, ale nie dłużyły się one zbytnio. Pojawiła się też scena dramatyczna, która naprawdę mocno ścisnęła moje serce, ale pokazano ją w przyzwoity sposób, czyli bez zbytniego patosu i doprowadzania widzów do łez.

Przede wszystkim jednak film był naprawdę efektowny. Pełno w nim wybuchów, pościgów, Iron Mana, strzelanin, bójek i podniebnych akrobacji. A wszystko to pokazane w 3D, które naprawdę cieszyło moje oko.

Oczywiście - z powodu swojej wrodzonej upierdliwości i tendencji do szukania dziury w całym, znalazłam w Avengersach kilka nieprawidłowości i błędów logicznych. Jednakże zanim zdążyłam głębiej się nad nimi zastanowić, pojawiły się kolejne wybuchy, pościgi, Iron Man, strzelaniny, bójki i podniebne akrobacje, a ja z powrotem wrzuciłam w moim umyśle niższy bieg.

Wszystko dąży do końcowej bitwy o Nowy Jork. Za ten moment filmu twórcom także należą się brawa, ponieważ nie przekombinowali, dzięki czemu całość jest efektowna, ale w dość - nazwijmy to - rozsądny sposób. Można by się trochę sprzeczać odnośnie zakończenia całej jatki, no bo przecież gdzieś się już podobne rozwiązanie pojawiło. Wydaje mi się jednak, że gdyby na widzów czekała jeszcze scena pokonywania niedobitków, to wtedy mogłoby nastąpić wyżej wspomniane przekombinowanie.

I jeszcze ostatni, niewielki plusik. Na cierpliwych widzów czeka dodatkowa scena. Ale została ona umieszczona w miejscu, które jest możliwym do zaakceptowania, czyli po głównych napisach, a nie po przewinięciu się całej listy płac.


Podsumowując: Avengersi dali mi dokładnie tyle, ile się po nich spodziewałam, a może nawet troszkę więcej. A poprzeczkę ustawiłam im naprawdę wysoko. Nie jest to oczywiście ambitny film, tylko widowisko, które najlepiej zobaczyć na dużym ekranie, w trójwymiarze. Niemniej jednak - fabuła jakaś w tym jest i to na tyle dobra, że nie znudziłam się, trochę pośmiałam i zobaczyłam zadowalającą ilość scen z Tonym Starkiem.

Nie zawiodłam się więc i po dzisiejszym wieczorze czuję się naprawdę szczęśliwa.

Moja ocena: 6/5

Playlista: Najlepsze zwiastuny z kanału MARVELa:

Jest za pięć dwunasta. Ha, zdążyłam!


A tak na marginesie - przyczepiła się do mnie piosenka z jednego ze wczorajszych fanvidów i cholera nie chce się odkleić. W związku z tym, tenże fanvid jeszcze raz!



Pozostałe wpisy związane z Avengersami:

Brak komentarzy:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...